Dlaczego przestałam lubić międzynarodowość?

   "Multi-kulti" kiedyś nie robiło na mnie większego wrażenia. Prawdopodobnie dlatego, że mieszkałam w Polsce (nadal mieszkam, ale jednak rok szkolny trwa więcej niż wakacje), większość z nas to katolicy, a no i nawet ubieramy się podobnie.

  Nie minęło dużo czasu, bo do Londynu przeprowadziłam się 11 września 2017, ale już widzę, że zachodzą we mnie jakieś większe zmiany. Przed wyjazdem do Londynu, byłam osobą, której zdarzało się twierdzić, że jest kosmopolitą.

"Kocham wszystkich i wszystko akceptuję, a ojczyzna nie ma dla mnie większego znaczenia. To tylko miejsce, w którym żyje moja rodzina. Równie dobrze moglibyśmy teraz przeprowadzić się do innego kraju i wszystko byłoby tak samo, bo w końcu jesteśmy tymi samymi ludźmi."

A nieprawda! Własne "ja" to nie tylko ciało i dusza, ale również otoczenie, w którym się znajdujemy. Również ono nas kształtuje, rozwija w dany sposób, czyli oczywiście określa nas. Wraz ze zmianą otoczenia, wewnętrznie zmieniamy się my.

   Moim zdaniem, człowiek musi żyć w grupach, z którymi się identyfikuje. Stąd podział na państwa, miasta, religie, itd. A Londyn? No cóż... MIX. Tu można zobaczyć wszystko, wszystkich, wszędzie. Stąd też zaczęłam zastanawiać się, jak ludzie mogą się tutaj identyfikować? Przecież życie pośród tak wielu tradycji i zwyczajów jest niemożliwe. Ja żyję tu tylko pół roku i już mnie to drażni. Nawet  nie zdawałam sobie sprawy, że ludzie mogą różnić się aż tak bardzo!

Przykład: Jedna z moich współlokatorek pochodzi z Chin. Trochę dziwna na pierwszy rzut oka, całe dnie siedzi w tej samej piżamo-sukience, w lodówce przetrzymuje jakieś "jadalne" robaki (obrzydliwe, nie mogę na to patrzeć; oczywiście jest to produkt do jedzenia, a nie żywe robaki). Jednakże, najgorsza sprawa to toaleta... Zużyty papier toaletowy wyrzucany jest do śmieci, a nie spuszczany w toalecie. Na samą myśl robi mi się niedobrze.
Nie znam chińskich zachowań, ale podejrzewam, że tak się w Chinach obchodzi ze zużytym papierem.

   Londyn to miejsce, do którego można przyjechać, zdobyć wykształcenie, może trochę zarobić i wyjechać dalej (bądź wrócić do ojczyzny). Nie wyobrażam sobie mieszkania tutaj do końca życia i nie potrafię wyobrazić sobie, jak żyją tu starsi ludzie (przez całe życie i teraz, na starość, w Londynie). Sąsiedzi zmieniają się co roku, co chwile spotykasz innych ludzi, inne produkty w sklepie, których etykiet nawet nie rozumiesz. Nie ma tu żadnej tradycji i jedności. Nie ma czynnika łączącego ze sobą ludzi. Każdy żyje tu po swojemu. Tak mają wyglądać moje stare lata? Toż to się można zagubić w takim chaosie.

   Nie jestem w stanie słowami przekazać to, o czym myślę, osobie, która dotychczas mieszkała tylko w swoim kraju. Dlatego, żeby to poczuć, trzeba pomieszkać trochę na obczyźnie.


Jednak się nie zrażajcie! Każde doświadczenie jest dobre, a koniec końców, mieszkanie w Londynie i otrzymanie papierka z londyńskiej uczelni wyjdzie Wam na dobre. :)

Julia 

Komentarze

Popularne posty