Gorzka prawda o studiowaniu w Londynie - o samotności i nie tylko

Wczoraj, tuż przed pójściem spać otrzymałam wiadomość, która zainspirowała mnie do napisania tego posta. Pewna dziewczyna zapytała: Jakie są twoje spostrzeżenia z życia studentki w Londynie? Czy miałaś wątpliwości przy wyborze studiów i po przyjeździe? Myślisz, że warto studiować w Anglii? Akurat teraz przechodzę przez trochę cięższy okres, więc w mojej odpowiedzi całkowicie popłynęłam.

"Po pierwsze trzeba pamiętać, że nie wyjeżdżamy tylko studiować, a wyjeżdżamy żyć i radzić sobie jak dorośli ludzie. Ja o tym nie myślałam i nie zdawałam sobie sprawy, że tak to wszystko wygląda. Całe to "cudowne" studiowanie w "cudownym" mieście, okryte jest ogromnym stresem. Stresowałam się przez kilka dobrych miesięcy, bo nagle spadło na mnie tyle obowiązków (jak tylko widziałam, że dzwoni ktoś do mnie z angielskiego numeru, wiedziałam, że będę musiała rozwiązywać jakieś problemy; mój żołądek za każdym razem skręcał się ze stresu, a serce zaczynało walić w klatce piersiowej). Sama musiałam chodzić do banków, sama musiałam znaleźć sobie mieszkanie, sama załatwić numer do pracy (Sama, sama, SAMOTNOŚĆ.) No i do tego jeszcze trzeba zrobić obiad - samemu. (To logiczne i banalne, ale jak się żyło z rodzicami, to się mamy obiadów nie doceniało.) Naprawdę, te detale dużo zmieniają, a nie są brane pod uwagę przed wyjazdem.

Nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem znajomych. Poznawanie nowych ludzi to dla mnie przyjemność. Tu jest inaczej, ponieważ nie rozmawiasz w swoim ojczystym języku. Nie jesteś w stanie przedstawić drugiemu człowiekowi całej siebie. Obcy język zabiera Ci, nie tylko twoje ulubione słowa, ale także chowa gdzieś część osobowości (To okropne!). Jestem osobą otwartą, nie lubię rozmów o niczym, ale bardzo dobrze radzę sobie w rozmowach o wartościowym temacie. Niestety tutaj ludzie nie mają czasu, żeby wysłuchać twojego dukania wyuczonym angielskim. Tracą cierpliwość (odnosi się takie wrażenie) i przestają słuchać. I ja przestałam się odzywać (co do mnie niepodobne). Nie akceptuję tej sytuacji, więc zmuszam się do rozmów, bo nie jestem typem osoby, której wystarcza tylko własne towarzystwo.

Samotność dopada najsilniejszych - mnie dopadła teraz, po ośmiu miesiącach. To nie to samo, co tęsknota za domem, ale po prostu samotność. Ile można gadać do samej siebie w głowie? Przemyślałam już wszystkie możliwe tematy (Chcesz poznać moją opinię na temat smutnych Londyńczyków? Może interesuje Cię, co myślę na temat starszych ludzi w Londynie? Albo dlaczego ludzie tutaj nie dbają o własne domy? A autobusami lepiej nie jeździć za często i w nocy.)

Przygotować się również należy na żenujące sytuacje. Nie raz nie zrozumiesz albo (co gorsza), źle zrozumiesz drugiego człowieka. Pytasz się "What do You mean?" po raz pięćdziesiąty, więc rozmówca traci cierpliwość i daje sobie spokój. Już raczej więcej nie pogadacie, bo po co on ma się męczyć, nie jesteś tego warta.

fig. 1 Nietypowo, jak na Londyn.
Jeśli jesteś w stanie przeżyć tę część, o której wspomniałam (nie zapominaj, że nie wspomniałam o wszystkich złych stronach) - przyjeżdżaj! Londyn to miejsce pełne okazji i szans. Pracy tu w brud, nawet dla niedoświadczonych studentów. Dużo się tu dzieje. Najlepsze są piesze spacery po Londynie - zawsze coś ciekawego po drodze znajdziesz, i to w Londynie uwielbiam."

Dopiero druga część opowiadała na pytania, które zadała mi tamta dziewczyna.

"Nie miałam żadnych wątpliwości przed wyjazdem. Po przyjeździe, przez to, że metody nauczania mnie nie przekonywały, żałowałam, ale wiedziałam również, że nie byłabym szczęśliwa w Polsce. Teraz wszystko się zmieniło. Moje studia ruszyły po właściwym torze. Czuję, że studiuję architekturę projektując swój pierwszy budynek. To, że mam pasję w architekturze i z przyjemnością studiuję ten kierunek, dużo zmienia i pomaga mi w przezwyciężeniu gorszych chwil. Nauka w "angielski sposób" zaczęła dawać mi radość. Podejście jest bardzo nowoczesne i otwarte. Wykładowcy nie boją się z nami rozmawiać o złych stronach naszej przyszłej profesji oraz nie naciągają prawdy (uważam, że uświadamianie studenta już od pierwszego roku, z czym będzie musiał skonfrontować się za kilka lat, jest dobrym posunięciem).

Jednak chyba to, co najpiękniejsze to fakt, że po przyjeździe tutaj zrozumiałam, że mogę osiągnąć wszystko i nic ani nikt mnie nie ogranicza. Chcesz studiować w Stanach? A może w Dubaju? Pomyśl nad studiami w Singapurze! Tutaj nikt nie kwestionuje i wyśmiewa twoich wygórowanych celów, bo WSZYSTKO JEST MOŻLIWE! W Polsce zdarzyło mi się dostać głowie i ludzie śmiali się z moich marzeń (o moim aplikowaniu na studia w Anglii wiedziała moja rodzina i najbliższa przyjaciółka - te osoby nigdy we mnie nie zwątpiły, ale czasem uchylałam rąbka tajemnicy innym); ludzie mówili, że nawet do Polski na architekturę się nie dostanę. Tymczasem dostałam się wszędzie, gdzie chciałam. A NO I do Londynu też.

Nigdy nie słuchaj innych i nie kieruj się ich opinią. Udowodnij, że też możesz. Udowodnij, że masz pasję, siłę i odwagę. Wszystko (NAPRAWDĘ) jest na wyciągnięcie ręki. Londyn jest OSIĄGALNY. Wraz z pierwszym otwarciem drzwi samolotu, trasa Polska - Londyn, otworzą Ci się drzwi do całego świata. Poznasz wszystkie narodowości, może zakochasz się w jakimś Jamajczyku i na stare lata będziecie wygrzewać się na gorącej, jamajskiej plaży.

Więc podejmij decyzję - zostać w Polsce i nadal mieć znikome pojęcie o świecie (to niestety prawda; wydaje nam się, że wiemy wszystko, a nie wiemy nic), czy przepłakać parę miesięcy, żyć przez pewien okres w samotności, ale koniec końców, zyskać ogromną szansę na zmianę swojego życia."

Opinie na temat Londynu i życia tutaj powstały po rozmowach z koleżanką z Belgii, która studiuje razem ze mną, kuzynką z Polski, pracującą w Anglii i ogólnie po rozmowach z ludźmi z zagranicy, mieszkającymi tutaj i samymi Anglikami.


Julia

Zapraszam na mój YouTube, gdzie mówię więcej o studiowaniu i życiu w Londynie: TUTAJ KLIKNIJ :)




Komentarze

Popularne posty